sobota, 15 sierpnia 2026

Plan na Niceę 2026

Mało tego czasu zostało do maratonu w Nicei, bo tylko 13 tygodni. W dodatku zaczynam z bardzo słabej pozycji wyjściowej - 12-go maja pojawił się ból w prawej nodze w udzie i w sumie dopiero teraz w sierpniu biegam tak w pełni normalnie. Pewnie to opiszę za tydzień czy dwa, żeby podsumować. Na razie tylko krótko - wychodzi na to, że dokładnie trzy miesiące wypadły z trenowania w tym roku. W maju i czerwcu razem przebiegłem mniej niż połowę tego co w marcu... Moja wytrzymałość i prędkość spadły więc znacznie.

A z dobrych wieści - w Japonii biegałem już prawie bez bólu. Jakieś tam uczucie ciągnięcia jeszcze na początku się pojawiało, ale tak podobno miało być - włókna mięśni muszą się porozdzielać po tym jak się zagoiły (tak mi to fizjo tłumaczył). Pod koniec wakacji i teraz w tym tygodniu jest już dobrze - nie boli, tylko widzę po swoich tempach biegu i tętnie że sporo mi wyniki siadły. Nic to - najważniejsze żeby biegać zdrowo, poza tym podobno powrót do poprzedniego poziomu jest zwykle szybki.

Spróbuję więc wrócić do swojego poziomu - planuję moją standardową ścieżkę "wydłużania", czyli przebiec:

2026.09.05 Praska Piątka
2026.09.27 Warszawska Dycha
2026.10.04 Półmaraton Manchester
2026.11.08 Maraton Nicea-Cannes

Fajnie to bardzo wygląda na papierze, zobaczymy jak wyjdzie w rzeczywistości. Plan ułożyłem sobie sam, wziąłem proponowane rodzaje treningów z kanału Philly Bowden (brytyjska biegaczka) pod półmaraton i pierwsza część planu jest na nich oparta. Potem ostatnie pięć tygodni to już moja kompilacja poprzednich planów. Tempa początkowych tygodni są wzięte z mojego aktualnego poziomu - odpowiednio do tego, jak mi w tym tygodniu (już w Polsce) wychodziły treningi tego pierwszego tygodnia planu (są oczywiście wolniejsze), natomiast druga część planu to tempa wpisałem "życzeniowo" - takie jakie miałem pół roku temu. Jeżeli w praniu wyjdzie że to zbytnio optymistyczne jest to oczywiście je zrewiduję.

A plan wygląda tak:


Postaram się co dwa tygodnie aktualizować tutaj postępy i zmiany do planu, o ile będą konieczne. Na razie pierwszy tydzień już trwa i te treningi do piątku włącznie to są już takie, jak wyszły w rzeczywistości. Zobaczymy jak to wyjdzie - na razie bardzo mnie cieszy że mogę znowu sobie potrenować w przerwie między rodziną, pracą i obowiązkami :)
 

sobota, 8 sierpnia 2026

Park Run Tokio 2026


To był mój pierwszy start od dawna, w sumie od końcówki maja biegałem w kratkę i nie mogłem się wykaraskać z moich problemów z udem. Już było dość dobrze, ale na piłkę z pracy poszedłem i się chyba trochę odnowiło. Na Biegu Konstancińskim też pobolewało - no nie było za dobrze... ale powoli jakoś szło do przodu. Biegałem zgodnie z zaleceniami od fizjoterapeuty (byłem dwa razy na wizycie) i z jednej strony oszczędzałem się, ale też i nie odpoczywałem zupełnie. Zrobię pewnie jeszcze wpis taki podsumowujący (też dla siebie) jak to było z tą kontuzją, ale tak na razie krótko: wygląda że już mam to za sobą!

Oczywiście tak długi okres bez mocnych treningów ma wpływ na wydolność i poziom sportowy. W dodatku tutaj w Japonii jest strasznie gorąco (rzędu 34 stopni), a to mi zawsze bardzo obniżało wyniki. Tak jak pisałem wczoraj - z tego powodu ustaliłem sobie plan minimum na 23 minuty, a plan maksimum na 22 minuty na ten pierwszy od bardzo dawna wyścig.

Dzień wcześniej czułem w nogach zmęczenie - nie tylko wychodziłem tutaj codziennie od wtorku pobiegać (dużo jem bo bardzo lubię japońską kuchnię, to trzeba to jakoś zrównoważyć, nie ;) ?), ale też chodzimy bardzo dużo o zwiedzamy. A w Tokio porusza się komunikacją miejską, gdzie trzeba podejść do stacji i ze stacji, potem samo zwiedzanie to też tysiące kroków. Pewnie się to złożyło i stąd było poczucie zmęczenia. No ale trudno - i tak miałem zamiar spróbować tego mojego planu.

Dzisiaj lecimy z powrotem do Polski, więc musiałem mocno zgrać wszystko żeby się wyrobić z bieganiem, wymeldowaniem z mieszkania, dojazdem na lotnisko i formalnościami na lotnisku z wsiadaniem do samolotu włącznie. Wynalazłem sposób na dojechanie na start (trochę ponad 8km) - najpierw trochę w drugą stronę na stację, potem dwie stacje pociągiem metra i znowu bieg na start - razem 4km w jedną stronę.

Na miejscu było bardzo fajnie, jak zwykle - Japończycy wszystko ładnie zorganizowali. Rok temu już tu biegłem więc wszystko o trasie i organizacji wiedziałem. Co ciekawe - rok temu były akurat pierwsze urodziny Park Run'u w tej lokalizacji, a w tym roku trafiłem na.... okrągłą 100-tną edycję w tej lokalizacji :) Przed biegiem jeszcze było pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy. Japończycy zagrzewali do biegu, polewali jak ktoś chciał wodą (straszny upał był oczywiście), przypominali że są liczne stacje-wodopoje po drodze, bo trasa jest wzdłuż rzeki, gdzie są tereny do rekreacji z takim zapleczem. 

Ja ruszyłem oczywiście za szybko - trochę udzieliła mi się atmosfera startu - trochę mi tego brakowało z powodu tej dłuższej przerwy. W pewnym momencie biegłem nawet 4:05/km (tak teraz sprawdzam), ale pierwsze półtora kilometra wyszło w średnim tempie 4:14/km! Zacząłem liczyć że może ten plan maksimum się uda osiągnąć, w końcu miałem już nadróbkę (ale to było tylko 15 sekund). Zacząłem ręcznie łapać okrążenia co 500m. Na trasie są dwa okrążenia, każde z dwiema zawrotkami o 180 stopni. Jednak zaczęło się robić coraz ciężej - 4:28/km, 4:40/km i na półmetku było już 11:00 czyli czas na plan maksimum, tylko że to była to łatwiejsza połowa za mną dopiero :)

Druga połowa to męczarnia - straszny upał, nogi zmęczone, niewytrenowane - tempo masakrycznie spadło: 4:47, 4:49, 5:08, 5:03 i ostatnie 500m troszkę szybciej bo 4:33/km z czasem oficjalnym na mecie:

23:16

No nie jest to nawet plan minimum niestety, ale przynajmniej wiem gdzie jestem. Co prawda ta temperatura na pewno wpłynęła na wynik, ale mam dolne oszacowanie, nie?

Garść statystyk jeszcze - byłem 31 na 126 biegaczy, pierwszy zawodnik miał wynik 16:40, a 7 zawodników ukończyło w casie poniżej 20 minut (tyle to bym chciał jeszcze w tym roku znowu biegać Park Run'y). Byłem chyba pierwszy z zagranicy, sekundę za mną wbiegł Włoch z którym pogadaliśmy (już się na stravie znaleźliśmy ;) ). I jeszcze ciekawostka: aż 14 zawodników było szybszych a byli w tym wieku lub starsi ode mnie! 

 To jeszcze zrzut z danymi dokładnymi, zdjęcia z przed biegu miejsca startu (uwaga bonus - zdjęcia od orgów) i za parę dni spodziewajcie się jakieś planu na najbliższe starty: za 8 tygodni półmaraton w Manchesterze, a za 12 tygodni maraton w Nicei. Super się z tym czuję że już mogę normalnie bez żadnego bólu i obaw biegać - bo bywało że bałem się co z tymi jesiennymi startami u mnie wyjdzie :)






 Zdjęcia od organizatorów:












 

piątek, 7 sierpnia 2026

Japońskie bieganie

Tak się złożyło że w krótkim odstępie czasu dwa razy wypadła mi podróż do Azji. Dopiero co wróciłem z Indii (służbowo), a tu zaraz wylecieliśmy do Japonii - ale to już był wyjazd rodzinny. Zupełnie jak rok temu - wyjazd wakacyjny. Wtedy tydzień w Tokio i tydzień w Osace, tym razem pierwszy tydzień na Okinawie, a drugi znowu w Tokio. I prawdę mówiąc ten pierwszy tydzień był super - tropikalne plaże, plamy, rafa koralowa. A ten drugi tydzień - wielkie miasto, tłok, hałas i trochę mnie ten drugi tydzień zmęczył. Nie ma co narzekać - Japonia znowu nas wszystkich bardzo zachwyciła - bardzo mi się podoba sposób bycia mieszkańców - ich pozytywne nastawienie, porządek, kultura, kuchnia - no wszystko, może poza tym że znowu byliśmy tutaj w najgorętszym okresie roku. Trudno było ten upał znieść i nawet to że w Polsce było bardzo podobnie nie poprawiało sytuacji :) Chociaż dla mnie osobiście było łatwiej wytrzymać niż rok wcześniej. Poza tym Okinawa oferowała super plaże, a dużo przyjemniej się spędza czas w trakcie upałów kąpiąc się w tropikalnym oceanie niż w miejskiej, wybetonowanej dżungli Tokio :)

Biegowo całkiem sobie dobrze poradziłem, bo zrobiłem takie biegi:

Tydzień pierwszy:
Poniedziałek - 10km, połowa spokojnie z Żonką, potem szybciej - testowałem czy noga już zupełnie nie boli i było OK
Wtorek - 12km - miał być ciągły po około 5:00/km, ale jestem w czarnej ten-tego z formą, nie dałem rady :) robiłem przerwy po 8km i potem po 2km 
Środa - 6km spokojnie z Żonką
Czwartek - 12km, znowu próba biegu ciągłego po 5:00/km i tylko 8km dałem radę. No jest upalnie strasznie, ale problemem jest mój brak wydolności po prostu - przez kontuzję mało biegałem od maja
Piątek - 8km spokojnie wieczorem - ostatni bieg na Okinawie
Sobota - już w Tokio wieczorem wzdłuż tej samej trasy co rok temu :) super było tu znowu pobiegać, wszystkie kolejne biegu tutaj były. Tym razem 9km spokojnie
Niedziela - 10km razem w tym spokojne 6km z Żonką i potem 4km szybciej, zacząłem 4:40/km ale nie było pary na takie bieganie - następne 3km to już po 5:00/km
Razem: 68,3km

Po tym moście biegaliśmy rano na Okinawie (łączy Okinawę z Miyagi - ciekawe czy ma związek z nazwiskiem trenera z filmu "Karate Kid" - w sumie karate pochodzi z Okinawy właśnie. Trenowałem wiele lat to pamiętam :) )

Tydzień drugi:  
Poniedziałek - odpoczynek bo jednak w poprzednim tygodniu biegałem codziennie, nawet jeśli było to 6km tylko i bardzo wolno (bo z Żonką) to jednak czułem zmęczenie
Wtorek - z Żonką, ale tylko sam początek i trochę w środku a reszta szybciej  5km narastająco od 5:00/km do 4:28/km i potem po odpoczynku jeszcze 3km około 4:30-4:35/km, razem 10km
Środa - wieczorkiem 13km dość spokojnie bo 5:25/km, jednak w tej temperaturze i wilgotności to nie było bardzo spokojne tempo
Czwartek - 10km w tym spokojna pierwsza część z Żonką (6km) i szybkie 4km potem (4:30/km) 
Piątek - 10km i znowu - spokojny początek z Żonką (5km) i potem BNP od 5:30/km do 4:50/km przyspieszając o 10 sek/km co kilometr
Sobota - to będzie jutro. planuję Park Run
Niedziela - przelot do Polski, może wyjdę na wieczór już na swoich starych śmieciach o ile "jet-lag" pozwoli
Razem: 43km + Park Run + niedziela

 

Typowy wygląd w tym upale już po pierwszym kilometrze

Podsumowując - super się biega tutaj, jest lepiej niż rok temu dla mnie - jakoś toleruję lepiej te straszne upały. Poza tym zauważyłem że jak wychodzi się na wieczór, po zachodzie słońca (tutaj już o 19:00), to jest lepiej. Rano wschód jest wcześnie i słońce mocno praży, za to wieczorem jest przyjemniej - wcale nie jest chłodniej, może minimalnie, ale po ciemku nie przypala słońce i biegało mi się dużo przyjemniej.
A teraz najważniejsze - nie bolała mnie właściwie już w ogóle noga!! Na początku tego wyjazdu coś tam jeszcze poczułem czasami, ale teraz już od ponad tygodnia jest super. Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się że już jest wszystko super i mogę całkowicie wrócić do treningów. 

Na pierwszy ogień więc zrobię jutro Park Run. W mojej obecnej formie nie będzie to żadne bicie rekordów sezonu (20:01 z Wiązowny). Patrząc na te treningi interwałowe z tego tygodnia to tempo 4:30/km przez całe 5km będzie wyzwaniem. Więc plan minimum z tego wynika złamanie 23 minut, ale spróbuję zacząć na plan maksimum - czyli na złamanie 22 minut. W sumie rok temu miałem:

2025.07.19 Park Run Tokio 5km 21:29 
2025.07.12 Park Run Osaka 5km 20:21 
 
Więc w Tokio miałem 21:29 tylko, a nie miałem wtedy przecież kontuzji z której dopiero co wyszedłem. W sumie od końcówki maja do teraz miałem albo przerwę albo biegałem w kratkę. Jak mi się uda te 22 minuty złamać w takich upale i po takiej przerwie to będę zdziwiony (pozytywnie) ;) no ale te 23 minuty to postaram się na 100% złamać :)
 
Postaram się jutro z lotniska wrzucić wpis jak tam na tym Park Runie poszło! A potem opiszę plany na drugą połowę roku - czyli plan na połówkę w Manchesterze i maraton w Nicei. Trochę mało czasu, startuję z niskiego poziomu (jutro zobaczymy jak bardzo niskiego), więc będzie to nietrywialne  zadanie :)
 
Nie można wrócić z Japonii bez kupna butów Asics przecież! Znalazłem taką ofertę - nowe Lyteracer 6 za 6270 jenów czyli 147zł! I jeszcze mogłoby być 10% taniej gdyby użyć opcji "Tax free" dla obcokrajowców. Co prawda dzięki rabatowi 40% wyszło tak tanio, chyba dlatego że logo firmy jest trochę nierówne. Ale nawet zupełnie po pełnej cenie wyszłoby 245zł. Generalnie ceny w Japonii są niskie dla nas z powodu bardzo słabego kursu jena.
 

piątek, 17 lipca 2026

Indyjskie bieganie

 

    To już chyba trzeci raz jak odwiedzam Indie i oczywiście nie mogłem się wybrać w podróż bez butów do biegania! Przyleciałem w poniedziałek rano - od razu do pracy, więc bieganie zacząłem od wtorku. W mojej pracy oddział w Indiach dostosowuje się trochę godzinowo do naszej strefy czasowej, więc zaczynają pracę dużo później (tutaj jest +3,5 godziny w lato i aż 4,5 w zimę - bo oni nie mają takiego dziwnego zwyczaju jak my żeby mieć różny czas w zimę i w lato :) ). Z tego powodu bieganie czy inne aktywności mogły być tylko przed pracą. Po powrocie do hotelu to już ciemno było. Tutaj mimo że to lipiec to już o 19 jest ciemno (byłem tym razem w Pune - to miasto na wysokości Bombaju - dużo na południe od nas). Pora była monsunowa - trochę padało, ale bardzo delikatnie w trakcie mojego pobytu. Tak poza tym to miałem wrażenie że było bardzo podobnie do okolic Delhi, gdzie byłem poprzednie razy. Na ulicach straszny ruch (raz mój taksówkarz miał nawet stłuczkę jak jechałem), straszny rozgardiasz - ruch uliczny, nieporządek przy ulicach - dalej uważam że bieganie tutaj po mieście to zupełnie nie wchodzi w grę.

    Na szczęście obok hotelu jest górzysty obszar z dwoma sporymi wzgórzami, starym kamieniołomem po którym zostało niby-jezioro w starym wyrobisku i tam można było fajnie pobiegać. Co prawda trudno bardzo było tam wbiec - droga przez świątynię hinduistyczną była zamknięta z powodu budowy (chyba rozbudowują tą świątynię) i pierwszego dnia musiałem sporo obiegać zanim mi się udało tam dostać. Zresztą pół-legalnie przez kompleks szkół katolickich (i dziurę w płocie :) ). Ale potem już w samym tym niby-parku to fajnie było - górzyście, spore przewyższenia. Cicho (bo w mieście to ciągle, ale to ciągle słychać klaksony, samochody, tuk-tuki, motorki itd. Widoki fajne z górki były i ogólnie przyjemna okolica.


 

    Drugiego dnia wybrałem się do tego samego parku od drugiej strony i zrobiłem dłuższą pętlę (12km zamiast 8km). Na samym końcu biegu zabolał mnie mięsień niestety... dokończyłem idąc - przestraszyłem się mocno.

  

    Trzeciego dnia wybrałem się na Uniwersytet Pune - zielone obszary w których są budynki uniwersytetu. Jednak do biegania to mi się nie za bardzo podobało - asfaltowe uliczki (no i trochę dużych bezdomnych psów na nich), jest też stadion z żużlową bieżnią ale zupełnie zaniedbany.



    Czwartego dnia zostałem w hotelu bo nie było już fajnych okolic do biegania - zrobiłem w pół godziny kilometr basenu (na drugim piętrze hotelu jest 25m basen - fajna sprawa) plus pół godziny biegu na bieżni elektrycznej w siłowni hotelowej - wystarczy :)


    No a jutro ostatni dzień - sobota tutaj - myślę że nie będzie biegania bo cały dzień będę chodził i zwiedzał to małe, 7-milionowe miasto z około 1200-1300 lat historii. Trochę tych punktów na liście do zwiedzenia mam - to kroków zrobię myślę bardzo dużą ilość :)







niedziela, 5 lipca 2026

Bieg Konstanciński 2026

 

Minął tydzień a ja zawsze mam mało czasu żeby wrzucić relację z Biegu Konstancińskiego. Więc będzie szybko i na temat! Było strasznie gorąco - chyba najgorętszy dzień tej wielkiej fali upałów z temperaturami prawie 40 stopni. W ostatnim dniu przesunięto start z godziny 10:00 na 7:00 rano! Podjechałem więc dzień wcześniej rowerem odebrać pakiet i przetrzeć szlak, bo w dniu biegu podjechałem też w obie strony rowerem. Plan był prosty: przeżyć. Chodzi mi oczywiście głównie o moją nogę, która od 12-go maja już nie działa jak powinna. W sumie ten odpoczynek to już niedługo będzie miał dwa miesiące. Fizjo mówił że jest dobrze - mogę biec, ale nie jest moim zdaniem jeszcze dobrze, więc plan był: dobiec w jednym kawałku.

Podjechałem więc po ten pakiet - zresztą bardzo bogaty co do zawartości. Organizacja tego biegu co roku jest bardzo dobra i mogę go bardzo polecić. Start z Parku Zdrojowego, dużo imprez towarzyszących - naprawdę godna polecenia impreza. Rozgrzewka, Robert Korzeniowski zagrzewał (no coś, było i tak strasznie gorąco) do biegu. Ale z racji temperatur to raczej można powiedzieć że starali się studzić emocje :) Ja ustawiłem się na końcu prawie - bo chciałem biec tempem rzędu 5 minut na kilometr. Nie rozgrzewałem się praktycznie (tylko pomalutku i rozciąganie) bo bałem się czy w ogóle dam radę przebiec całe 10 kilometrów z tą nogą - bałem się bólu. 

Zacząłem więc tempem 5:30/km pierwszy kilometr. Zadziałało dobrze to zacząłem troszkę przyspieszać - drugi już w tempie 5:00/km. Trzeci 4:42/km i chciałem to utrzymać. Udało się czwarty i piąty kilometr tym tempem. Po połowie dystansu pomyślałem że może trochę przyspieszę i szósty wyszedł w 4:30/km. to już naprawdę dobre tempo. Ale wtedy złożyły się dwie rzeczy - po pierwsze jednak noga zaczęła dokuczać a po drugie - no jednak temperatura była już wysoka i wydajnościowo też zaczęło nie być za dobrze. Ale przede wszystkim chodziło o nogę - jeszcze mięsień nie jest wyleczony jednak. Zwolniłem więc w okolice 4:50/km na ostatnie 4km i na metę wbiegłem z czasem:

49:00

Na mecie medal, rowerem szybko do domu, kąpiel i zaraz odwozić najmłodszą pociechę bo wyjeżdżała na obóz. 

Krótkie podsumowanie: strasznie mi żal że jeszcze nie mogę biegać zupełnie normalnie. Pocieszam się że to dobrze - organizm odpocznie od ciągle tych samych aktywności: jeżdżę do pracy w obie strony teraz rowerem (21km w jedną stronę czyli około 45-50 minut, trzy razy w tygodniu to wychodzi 120km), staram się na basen chodzić raz w tygodniu. Trochę chodzę na długie spacery. Waga troszeczkę urosła, ale jest pod kontrolą.

Plan teraz mam żeby pobiegać spokojnie - bo już raczej jest OK z nogą. Jak uda się tydzień czy dwa spokojnie pobiegać to zacznę coś też dodawać z akcentów. Najpierw tylko tempowe biegi (czyli nie za szybko) a potem jak po paru tygodniach będzie OK to też coś szybkościowego. 

Najważniejsze żeby zdrowo sobie biegać, a starty mam dopiero po wakacjach - zapisałem się na Praską Piątkę na początku września, potem połówka w Manchesterze no i maraton w Nicei! Na te trzy imprezy chciałbym już być w pełni zdrowy i w dobrej formie.
 


 

 






 

 

 

sobota, 20 czerwca 2026

Bieg Ursynowa 2026

Bieg Ursynowa oznacza upał :) W tym roku tradycji stało się zadość - prognoza mówiła o 31 stopniach w tym dniu. Jak wiadomo Bieg Ursynowa to piękna, krajoznawcza trasa po asfalcie Komisji Edukacji Narodowej wśród bloków warszawskiej sypialni.

Jak już pisałem w poprzednim wpisie - u mnie lekka kontuzja prawego uda, więc nie mogłem się tym razem ścigać. Ale nie było mi z tego powodu bardzo smutno, bo zapisaliśmy się razem z Żonką, więc robiłem za zająca :) tempo było więc dość spokojne, ale i tak miałem duży strach czy nagle nie pojawi się ból. Bo niby jest dobrze, zgodnie z zaleceniami pierwszy tydzień nic nie biegałem (ale jeździłem do pracy rowerem - 20km w jedną stronę plus raz na tydzień pół godziny pływania na basenie). W drugim tygodniu spróbowałem wychodzić na spokojne biegi po 5km i niby było dobrze, ale czasami coś zabolało. Fizjo mówił że tak może być i że to nie jest problemem, ale żebym nie wracał do pełnego obciążenia ani nie biegał więcej niż połowę tego co zwykle. 

W czwartek po firmowym wyjściu na gokarty chciałem podbiec z rowerem do pociągu i noga się odezwała, nawet dość mocno. To mnie przestraszyło bardzo i do soboty nic nie biegałem znowu.

Z takimi dużymi obawami dzisiaj podchodziłem do tego biegu. Przyszykowaliśmy się rano, córki zostały razem w domu (skoro najstarsza pełnoletnia, to chyba było to nawet zgodne z prawem, nie?) i podjechaliśmy na Ursynów. Kolega Damian (pozdrawiam) też startował i nawet udało się przed biegiem zobaczyć i mu pokrzyczeliśmy potem na nawrotce jak walczył prawie w samej czołówce biegu (!).

My zrobiliśmy krótką rozgrzewkę (ale gorąco było super, w cieniu próbowaliśmy się chować) i stanęliśmy na starcie za balonikami na 26 minut. Fajna była muzyka na starcie, atmosfera - jak co roku. Ruszyliśmy się z planem około 5:20/km i pomagałem pilnować tempa. Trasa nie jest wcale idealnie płaska, jak by się mogło wydawać. Najpierw 2km na północ, w kierunku centrum i jest tam podbieg i zbieg, potem nawrotka (w tym roku poprawnie zrobiona, nie jak poprzednio gdy trasa była skrócona względem atestu) i potem powrót te 2km. Nam się udawało najpierw trzymać to tempo - noga nie bolała. Ale potem temperatura dała się we znaki i powolutku zwalnialiśmy. Ja się starałem dopingować i biec ostrożnie - żeby nic sobie nie naderwać (bo mam nadzieję że jest już podgojone). Tempo powolutku malało, ale i tak przesuwaliśmy się powolutku do przodu raczej, mało osób nas mijało, za to my częściej wyprzedzaliśmy.

Po powrocie na start drugą jezdnią KEN mieliśmy 4km na liczniku. Została więc krótka nawrotka - 500m na południe, zawrót i ostatnia prosta. Było ciężko widziałem po mojej Karolinie, ale dobiegliśmy w 27:41 i 27:44 (nie wiem jak to możliwe że 3 sekundy różnicy jak obok siebie byliśmy cały czas :)

Ale było fajnie - noga nie zabolała, troszkę coś ciągnęło pod koniec, ale zrobiłem 3km rozgrzewki i 5km tego biegu - razem 8km dzisiaj i jest OK - to bardzo cieszy :) ! Może się uda jutro spokojnie po lesie jeszcze kilka km zrobić i za tydzień dychę w Konstancinie, zgodnie z planem. We wtorek mam kontrolę u fizjo - zobaczymy co tam USG pokaże - mam nadzieję że już wszystko będzie OK. 

 

 

piątek, 5 czerwca 2026

Plan dychowy 2026 4-6/10: Zluzowanie

Zaraz zaraz, przecież zluzowanie to się robi na samym końcu planu, przed startem docelowym, a nie w środku, gdy mają być najcięższe treningi, nie? Jak najbardziej, tylko że u mnie na samym początku czwartego tygodnia podczas interwałów... pojawił się ból w prawym udzie z tyłu. Zrobiłem dwa dni pauzy od biegania i w piątek wyszedłem rano pobiegać po lesie spokojną dyszkę, wieczorem na basen. W sobotę też spokojnie po lesie dyszka i pół godziny roweru. Niestety dalej nie było dobrze - więc znowu w niedzielę pauza od biegania, zamiast tego - był rower.


W piątym tygodniu znowu próbowałem dać odpocząć nodze. Ból był taki dość rwący, nagły i mocny - tak na moje oko jak by mięsień był naderwany. Bardzo się boję jakiejś dużej kontuzji, więc pomyślałem nawet o wizycie u jakiegoś specjalisty. Ale zapisy były do mojego sprawdzonego fizjoterapeuty na ładnych parę dni w przód (a ja myślałem że dwa dni odpoczynku załatwią sprawę), więc nie zapisałem się. Odpoczywałem w poniedziałek, we wtorek do pracy i powrót rowerem - to prawie 40km w jakieś 100 minut wychodzi. W środę znowu próba czy można biegać - spokojnie chciałem po lesie się przebiec i... po 5-6 minutach ból powrócił - to przerwałem i zrobiłem spacer zamiast biegu. Co ciekawe przy spacerze nic nie boli, tylko jak chcę prawą nogę nagle podnieść, jak to przy biegu się robi. Do końca tygodnia już tylko był albo spacer albo rower albo basen.

W szóstym tygodniu zapisałem się do fizjoterapeuty (u mnie we wsi - "Aktywna Fizjoterapia". Jest tam trzech specjalistów - ja byłem zawsze u Marcina Jagusia i jak zawsze - mogę bardzo polecić. Wcześniej miałem podróż służbową do Londynu i bardzo żałowałem że nie pobiegałem tam. Zawsze w podróży wychodzę i liczyłem na rundkę po Hyde Parku (akurat blisko miałem hotel). 


Ale trudno - musiałem się powstrzymać i zaraz po powrocie miałem wizytę u fizjo. Wywiad, badanie i nawet USG na miejscu od ręki, diagnoza, masaż i zalecenia z zestawem ćwiczeń nagranych moją komórką i do robienia w domu.

A co u mnie się stało? Ten mięsień z tyłu prawego uda jest rzeczywiście ponadrywany, ale na szczęście tylko w środku. Z zewnątrz warstwa jest zupełnie zdrowa, głęboko mięsień też, a tylko dość cienka warstwa pomiędzy ma uszkodzenia. Żałuję że nie wziąłem sobie zdjęcia z tego USG (to bym tutaj wrzucił i zażartował że w ciąży jestem :) ). Z zaleceń to dostałem:

  • tydzień odpoczynku od biegania
  • dwa tygodnie powolnego powrotu do biegania - ma być połowa typowej objętości w spokojnych biegach po 5km
  • jeśli ból powróci to ponowna wizyta
  • dostałem zestaw trzech ćwiczeń do robienia w domu, które mają aktywować ten mięsień - ukrwić go, żeby się szybciej zagoiło


W sumie to cieszę się z takiej diagnozy - myślałem że jest sporo gorzej.  Trochę mój stary organizm sobie odpocznie i mam nadzieję, że jeszcze trochę posłuży. 

Zmienia to zupełnie oczywiście moje plany na następne tygodnie. Tydzień odpoczynku teraz kończę i oby tylko udało się spokojnie potruchtać w ten weekend. W który zresztą będzie wielkie wesele w rodzinie (w sumie to ślub i wesele). Jak się uda to potem dwa tygodnie będą spokojnych truchcików po lesie i planowo był start na piątkę - chcę go przebiec, ale nie będzie to żyłowanie się. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z tym planem to następny tydzień to będzie start na dychę i też nie będzie to bieg po rekord - ale chciałbym przebiec w dobrym zdrowiu oba te starty, nieważne w jakim czasie.

 

ADs